poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Dzwonki i kołatki

Odwiedzając, podczas naszej podróży rekonesansowej, pensjonaty nad Loarą stawaliśmy przed drzwiami domów rozglądając się za popularnym "dzwonkiem" czyli przyciskiem urządzenia przywołującego gospodarzy.
I niejednokrotnie mieliśmy wielką przyjemność zadzwonić naprawdę nie dotykając żadnego przycisku.



Przyjemny odgłos prawdziwego dzwonka lub zespołu dzwonków był czymś zarówno niezwykłym jak ciepłym.

Od razu nastrajał do rozmowy niezależnie od bariery językowej.

Co najważniejsze dźwięk był skuteczny i powodował pojawienie się gospodarzy.





Dzwonki były różne, pojedyncze lub grupowe, umieszczone przy drzwiach lub w pewnym oddaleniu w miejscu, które zapewniało rozchodzenie się głosu do wszelkich zakamarków posiadłości.

Niektóre ozdobne z kogucikami lub innymi dodatkami inne proste niemal siermiężne wykonane z wygiętej blachy.




Wszystkie jednak zachwycały wspólną siłą dźwięku i kształtu.

A my czerpaliśmy radość z odkrywania kolejnych.







Podróżując następnie samochodem po Prowansji, nauczeni doświadczeniami z doliny Loary poszukiwaliśmy przy wejściach do domów dzwonków. Na próżno.

Z czasem coś innego przykuło naszą uwagę - efektowne elementy na drzwiach.

To kołatki.

Czasami w wyjątkowo ciekawych kształtach, że dopiero po chwili orientowaliśmy się o ich przeznaczeniu.

Kołatka w kształcie dzięcioła powinna z natury swojego kształtu nasuwać skojarzenia, zwisająca dłoń trzymająca kamień już nie była taka oczywista.


W każdym przypadku z wielką uciechą stukaliśmy dokładnie mówiąc do drzwi czekając na reakcję gospodarzy.



Podróże kształcą i dają wiele przyjemności.
Wyprawy własnym samochodem dają pełną możliwość zajrzenia do każdego zakątka i rozkoszowania się atmosferą nawet najmniejszej ciekawostki bez patrzenia na zegarek. Limitem jedynie jest cierpliwość gospodarzy miejsca.

Agnieszka i Tomasz

piątek, 3 sierpnia 2012

Odpoczynek nad stawem

Zwiedzanie Prowansji, tej prawdziwej, zaszytej u podnóży gór i pagórków lub zakrytej wśród winnic i pól pozwala dotrzeć do wielu uroczych miejsc. Jakby z filmu.

Podróżując samochodem według planu lub zdając się na spontaniczne wybory, możemy dotrzeć do serca regionu - tam gdzie nie docierają autokary z tłumami turystów, gdzie każdy słupek drogi ukazuje nam kolejny niezapomniany widok, gdzie każda wioska i miasteczko kusi do spacerowania, swoimi najczęściej wąskimi uliczkami, w górę i w dół i podziwiania starych, pełnych uroczych detali, domów.


Chociaż nie docierają tam zorganizowane tłumy turystów, nie brakuje koneserów tej prawdziwej Prowansji. Zostają oni nagrodzeni za swoją odwagę i decyzję oderwania się od standardów i podążeniu szlakiem indywidualnej wyprawy.


Miejsce, które prezentujemy, można powiedzieć jest bardzo znane, choć leżące w zaciszu i pozbawione słynnych zabytków. Oglądały je miliony ludzi na świecie, mimo że większość z nich nie postawiło nawet stopy w tej wiosce.


Miejsce znane z planu filmowego filmu opartego na motywach książki amerykańskiego pisarza osiadłego w Prowansji i opisującego życie i zwyczaje regionu. Peter Mayle, o nim tu mowa, doczekał się ekranizacji swojej książki "Dobry rok" pod tym samym tytułem. Z Russellem Crowem w roli głównej.
Polecając ten film i oczywiście także książkę możemy dodać, że prowansalska atmosfera została oddana w 100 procentach.


Uwiecznione w filmie miejsce jest bardzo charakterystyczne i odmienne w odniesieniu do podobnych prowansalskich wiosek. Jest to etang. Czyli staw po polsku. Pięknie obmurowany, w kształcie prostokąta, duży, położony niemal w centrum wioski.


Jest miejscem gdzie skupia się towarzyskie życie. Kawiarenki, stoliki, światła to wszystko razem ze stawem tworzy niepowtarzalny charakter. A całość skryta pod kopułą z drzew dając tym samym odpoczynek od słońca w letnie i skwarne dni.


Można odpoczywając przy kawiarnianych stolikach, w cieniu, z chłodem wody znajdującej się na wyciągnięcie ręki rozkoszować się pięknem otoczenia i czytając np. książki Mayle zgłębiać smak Prowansji duchowo i fizycznie - potrawy jak to bywa w większości wiosek są niebywale smaczne. Może wpływa na to także klimat miejsca.

Ten klimat jest faktycznie niezapomniany. Na tyle, że przygotowując naszą drugą wyprawę do Prowansji, to miejsce jako etap podróży wyznaczyliśmy jako pierwsze!



I jak dane będzie nam pojechać kolejny raz, to też na stawem będzie nas czekać chociażby mały łyk kawy.

Agnieszka i Tomasz